Kategorie

niedziela, 25 października 2015

Kolejne ślubne...












niedziela, 6 września 2015

"Już mi niosą suknię z welonem... "












środa, 26 sierpnia 2015

Sto Lat Smyku!

 Dziś są Kogoś urodziny!
Ktoś ten słynie z dziarskiej miny! 
Ma już  całe 4 latka
To nie lada gratka! 
Buzia mu się nie zamyka
Taki okaz z tego smyka!
Ciagle babci by pomagał
i też puzzle by układał.
Bo Nasz Natuś choć malutki
Tak bardzo jest grzeczniutki.

Żyj nam Skarbie w zdrowiu, szczęściu i radości
bo serduszko masz pełne miłości!

Tak! To już 4 latka  od kiedy Nataniel pojawił się na świecie. Leci ten czas niesamowicie!  W sobotę wpadli najbliżsi  na małe przyjęcie. Było dużo zabaw i uśmiechów a jeszcze więcej zdjęć... 




















poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Pisanina...






Tyle lat pisania mojego pierwszego bloga zrobiło swoje.
Lubie wyrzucać myśli. Tworzyć zdania. Oczyszczać się.
Ten blog nie powinien taki być. Powinien być tylko ze zdjęciami.
Powinien.

Tylko czasami ciężko.
Coś mną wstrząśnie tak, że muszę się wygadać.. muszę.

Zazdrość.
Niszczy wszystko wiecie?
Zazdrość i pazerność.
Związki, przyjaźnie a nawet więzi  rodzinne.

Przykre to.

Żyjemy w swoim świecie.
Otoczeni bliskimi...
Dzieci rosną beztrosko z dala od tego wszystkiego.
Od tego fałszu, gry pozorów i obłudy.


Szczęśliwe i kochane.

Beztroskie dzieciństwo..
Zapach świeżo skoszonego zboża...
Bieganie boso po trawie.
Orzechy laskowe prosto z drzewa
Wakacje u babci
Słońce, wolność i beztroska

Dzieciństwo.

Czasami im tego zazdroszczę...
Tej beztroski,marzeń które tak łatwo spełnić...

Drobiazgi.

Dzwoni  do mnie wczoraj szwagier: przyjedź dziś do mnie na rowerki... nie chciało mi się, mówię  że pogoda nie taka.
A On: Przyjedź, dzieci się ucieszą  a taka pogoda jest idealna dla Starszego bo przecież na słońce nie może...
Miał rację! Nic dziwnego, ze moje chłopaki go uwielbiają :) Tak łatwo sprawić by moje dzieci były szczęśliwe :) 



poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Motylem byłam...

Znowu chwytam za aparat. Łapię chwile. Momenty... Ulotne...
 Pisząc bloga od tylu lat przyzwyczaiłam się do hejtów. Ludzie lubią dokopać. Muszą sie wyżyć. Bo tak prościej i łatwiej.
 Nie mogę jednak przyzwyczaić się do chamskich sytuacji w pracy. DO ludzi, którzy są pozbawieni empatii czy przyjaznych uczuć.  Nie umiem sie z tym pogodzić.
 Ale trzeba się zebrać w garść. Uśmiechnąć się do niemiłego klienta i jeszcze życzyć mu miłego dnia.  A w domu się odciąć.. tak po prostu...
Wiecie... tyle się mówi o blaskach i cieniach macierzyństwa. Słyszę te same teksty o kupkach i wstawaniu nocnym...
 A dla mnie  najorsze jest to gdy muszę opatrywać zdarte  kolana. gdy uśmiecham się  twarzą i wycieram łzy, mówię, że za chwilę przestanie boleć a w tym czasie moje serce rozpada się na miliony kawałków.

 Albo gdy w szpitalach musiałam  przytulać  moje dzieci podczas badań. Tłumaczyć  że to chwilę poboli i przestanie.
Wracam z pracy zmęczona i witają mnie moje dzieci. Stęsknione radosne i kochane.
Moje.

 I wiecie co? nie dam ich nikomu skrzywdzić. Nikomu.
 Póki mogę będę eliminować wszystkie fałszywe twarze..

 W sobotę wzięłam aparat i poszłam na słońce. po 3 tygodniach deszczu wreszcie wyszło..
 I pojawiły się motyle...
 Skorzystaliśmy z  tego weekendu maksymalnie..
Dużo słońca, ruchu, zabawy, jeziorko, rowerki..
 Bo z życia trzeba korzystać gdyż jest cholernie ulotne...
"A nad nami fruwają motyle... "